21 marca: Światowy Dzień Poezji. Wywiad z krapkowickim poetą Grzegorzem Podsiadło

21 marca to nie tylko Dzień Wagarowicza. To także Światowy Dzień Poezji, święto ustanowione przez UNESCO w 1999 roku.

W niektórych krajach Dzień Poezji obchodzony jest w rocznicę urodzin Wergiliusza, słynnego poety rzymskiego. W Ameryce Północnej miesiącem poezji jest kwiecień. Nawet ONZ dostrzega wagę tego święta [więcej informacji tutaj].

Z okazji Światowego Dnia Poezji przedstawiamy wywiad z debiutującym pod koniec minionego roku Grzegorzem Podsiadło, nauczycielem języka polskiego i autorem tomiku „Wyżej”.

Światowy Dzień Poezji. Wywiad z krapkowickim poetą Grzegorzem Podsiadło2Uważa się pan za poetę?

Cóż, chyba tak. Choć bardziej poetą bywam, niż jestem. Ostatnio w ogóle nie mam czasu na pisanie tekstów lirycznych.

To kiedy pan pisze?

Najczęściej wtedy, gdy jestem w podróży. Moje obowiązki zawodowe w Krapkowicach nie pozwalają mi za bardzo na słuchanie natchnienia, a będąc Nietu natchnienie pojawia się samo, kiedy na przykład rano otwiera się namiot i widzi pod sobą chmury, z których wystają szczyty. Istna poezja!

Czyli podróże inspirują?

Zawsze. Nie musi to być wyjazd na miesiąc, choć i takie się zdarzały. Czasami wystarczy wyjazd na weekend w Góry Opawskie, a wiersz jakoś sam wskakuje do głowy.

To łatwe – bycie poetą?

Nie jestem poetą przede wszystkim. Nie utrzymuję się z tego, nie stawiam poezji na pierwszym miejscu. Może właśnie dlatego ona mści się teraz na mnie i nie pojawia się w mojej głowie. Ludzie, z którymi wyjeżdżam już chyba przyzwyczaili się do tego, że mam zawsze ze sobą jakiś zeszyt i długopis. Choć częściej
jednak powstają notatki podróżnicze.

Będą wydane?

Ha! Jeśli tylko jakieś wydawnictwo się tym zainteresuje to byłoby świetnie. Tylko nie wiem czy ktoś chciałby w ogóle czytać moje relacje z podróży.

To z jakich miejsc pan zdaje relacje?

W zasadzie z wszystkich, w których byłem. Poczynając od wypraw górskich, jak Mt Blanc, Elbrus czy Himalaje, przez niskolądowe zwiedzanie, jak Portugalia, Hiszpania, Bornholm czy Norwegia aż do wypadów na inne kontynenty, do USA, Afryki czy Azji.

Czy w tych samych podróżach, które opisuje pan prozą powstają też wiersze?

Oczywiście, choć jest ich zdecydowanie mniej.

Pisał pan w jednym ze swoich wierszy:

„reaktywuje się poezji mej głód
spod pióra kolejny wymęczony wiersz
wyszedł ten marny niedorobiony płód
nieprzystępny, durny, śmieszny wzdłuż i wszerz”.

Męczy pana pisanie poezji?

Czasami tak. Bo pomysł na wiersz pojawia się np. podczas wspinaczki górskiej i nijak nie mam warunków, by zatrzymać się i spisać to na kartce, bo na plecach ciężki plecak, a wokół sam śnieg i smaga wiatrem. Wtedy męczę się, by nie zapomnieć o tym wierszu. Rozumiał tę męczarnię Miron Białoszewski, czego upust dał w „mironaczrni”. Ja w ogóle chyba dosyć krytycznie podchodzę do swoich tekstów i chyba nie lubię ich słuchać. Strasznie dziwnie czułem się, gdy podczas spotkania promującego książkę „Wyżej” w zeszłym roku ktoś inny czytał moje teksty na głos, przed publicznością. Nie wiedziałem wtedy czy zapaść się pod ziemię czy wywalić dziurę w ścianie i uciec.

Aż tak? Czy to jest wstyd? Przecież jest pan osobą publiczną.

Nie, wstyd nie. To raczej pewna forma… ekshibicjonizmu intelektualnego i uczuciowego. Czym innym jest stanie przed publicznością na scenie, przed klasą czy podczas spotkań Klubu Filmowego, a czym innym uzewnętrznianie się. W wierszach przecież piszę o tym, co dzieje się w danej chwili we mnie, co mnie boli, cieszy, porusza. Dotychczas nie pokazywałem tych tekstów nikomu. Zresztą, napisałem kiedyś wiersz podczas wypadów z moim przyjacielem od liny, który rozpoczynał się od słów:

nie dziw się tak bardzo
że przy tobie piszę wiersze
a potem nie chcę ci ich pokazać […]
czasem lepiej pomilczeć
dlatego tu jesteśmy
górskie milczenia
kryją w sobie radosne okrzyki duszy
nie potrzeba więcej”.

I sądzę, że to było zrozumiałe. A tutaj nagle trzeba było wybebeszyć się na wierzch i uzewnętrznić to, co dotychczas było tylko dla mnie.

 Światowy Dzień Poezji. Wywiad z krapkowickim poetą Grzegorzem PodsiadłoSpotkał się pan z jakimiś opiniami na temat pana tomiku?

Tak. Odzywały się do mnie różne osoby. Ludzie gór mówili, że po prostu rozumieją, bo mają podobnie – i w zasadzie tyle. Więcej nie potrzebowałem usłyszeć od środowiska górskiego. Wspólnota doznań jest tym, co zawisa między dwójką wspinaczy, gdzieś na linie, którą są połączeni. Inni z kolei dziwili się po kiego czorta łażę w te góry, dlaczego najwyższy szczyt Europy, dlaczego Himalaje zimą? To są tego typu pytania, na które nigdy nie umiem odpowiedzieć. Teraz odpowiedzią będą wiersze. Niektórzy również stwierdzali, że część z tych wierszy jest za trudna w odbiorze. Na to już nie mam żadnego wpływu. Całe szczęście
jednak dzieciaki nie muszą uczyć się o tym w szkole. [śmiech]

Jest pan również nauczycielem języka polskiego. Nie myślał pan nigdy o tym, by dać swój wiersz do analizy i interpretacji swoim uczniom?

Haha, to mogłoby być ciekawe. Kiedyś Szymborska napisała wypracowanie maturalne, analizując swój własny tekst i wbiła się w klucz odpowiedzi na 60%. To

oznacza, że pan egzaminator X lepiej wiedział co chciała powiedzieć Szymborska w swoim wierszu, niż ona sama. Danie swojego tekstu moim uczniom do analizy mogłoby być całkiem zabawne.

21 marca obchodzimy Dzień Poezji. Młodzi czytają wiersze?

Niewielu młodych ludzi czyta je dobrowolnie, uznając wiersze za twory omijalne. A przecież teksty Rahima, Kanału Audytywnego czy PiHa to nic innego jak poezja, tylko, że ujęta w rytmy hip hopu. Zresztą był niedawno projekt, w którym polscy hiphopowcy rapowali Mickiewicza czy Norwida.

Czego życzy się poecie?

Ojej, nie wiem. Wielu zapisanych dobrymi tekstami notesów?

Tego panu życzę. I kolejnych tomików.

Dzięki za rozmowę.
DM

CZYTAJ TAKŻE

 

2 thoughts on “21 marca: Światowy Dzień Poezji. Wywiad z krapkowickim poetą Grzegorzem Podsiadło

Comments are closed.