Uchodzę za Europejczyka

Pomagać uchodźcom? A może nie pomagać? Czy terroryzm jest wpisany w świat muzułmański?

Skończyłem właśnie oglądać francuski film Nicolasa Boukhriefa pt. „Made in France” (2015), nawiązujący do tematyki muzułmanów i terrorystów w Europie. Uwaga, będę teraz spojlował. Jest to opowieść o dziennikarzu, wyznawcy islamu, który postanawia wkręcić się w Paryżu w środowisko dżihadystów, by napisać o nich artykuł. Wszystko zaczyna się niewinnie – od modlitw w meczecie, kontaktach z wiernymi, aż bohatera i grupkę jego kolegów odwiedza dawny znajomy, jaki powrócił właśnie ze „świętej wojny” z Pakistanu. Pod jego dowództwem zaczyna się formować ekipa dżihadystów, która obiera sobie za cel przeprowadzenie ataku bombowego we Francji. W międzyczasie dziennikarz szpieguje dla policji, żeby dowiedzieć się, kto jest zleceniodawcą całego przedsięwzięcia.

W filmie pokazano, jak zniekształceniu ulega interpretacja Koranu pod wpływem nienawiści. Nie zapomnę sceny, kiedy jeden z chłopaków przestraszony tym, co zaczyna się dookoła niego dziać, mówi o zemście. Główny bohater wyjaśnia mu wówczas, że nauka Mahometa nie przewiduje zemsty i że wcale nie trzeba zabijać. W konsekwencji wszyscy, oprócz dziennikarza, kończą tragicznie. Ten przeżywa tylko dlatego, bo w kieszeni marynarki nosi przy sobie Koran, który dostał kiedyś od ojca, dzięki czemu pocisk wystrzelony w jego kierunku nie dociera do serca. W ostatniej scenie żurnalista pisze w swoim artykule, że wyznawca islamu, jaki nie dąży do dobra, nie jest muzułmaninem, bo prawdziwą religię – każdą – charakteryzuje pokój.

Ktoś może powiedzieć: film filmem, ale rzeczywistość jest inna. Fakt, że „Made in France” stanowi pewien przekaz artystyczny. Jednak ten przekaz ma odbicie w rzeczywistości. Czytałem w częściach Koran i jest on religią pokoju. Często zarzuca się, że niektóre wersety (aje) nawołują do przemocy. Byłoby tak, gdyby „świętą księgę” czytać bez uwagi na kontekst – to zupełnie jakby interpretować Stary Testament dosłownie.

Większość muzułmanów, żyjąca na świecie, zalicza się do autentycznych wyznawców. Są jednak wśród nich fundamentaliści, o których nawet w świecie islamskim mówi się, że nie mają nic wspólnego z ich religią. Wśród owych radykałów pojawiają się m.in. wahabici czy salafici. Ci ostatni utworzyli tzw. Państwo Islamskie. Warto jednak przypomnieć, że żydzi też kiedyś kamieniowali uznanych za grzeszników, chrześcijanie swojego czasu mieli swoich fundamentalistów, którzy palili na stosach, a ostatnio ma ich nawet buddyzm w Birmie.

Islam nie miał jeszcze własnej epoki oświecenia, jaka bardziej ucywilizowała chrześcijaństwo, m.in. rozdzielają tron i ołtarz. Mam natomiast wrażenie, że taki okres właśnie się dla muzułmanów zaczyna. Dzieje się tak np. w Egipcie, gdzie pracuje się nad interpretacją Koranu dalekiego od radykalizmu, wyznawcy są bardziej światli, a wielki imam uniwersytetu Al-Azhar brata się z Papieżem Franciszkiem. Do wszystkiego islam z biegiem lat dojdzie. A co się będzie działo przez ten czas?

To ważne pytanie w kontekście tego, co się dzieje dzisiaj w Europie w związku z napływem uchodźców. Rzeczą ludzką jest przecież strach o własne czy bliskich życie, kiedy co jakiś czas w mediach obserwujemy zamachy. Na początek jednak warto przybliżyć kilka faktów.

Jak podaje portal oko.press, od 2001 do 2014 roku „w wyniku ataków terrorystycznych zginęło w Europie Zachodniej 420 osób”. To niecały pół procent ofiar w stosunku do całego świata. W ostatnich dwóch latach (czyli od rozpoczęcia „działalności” Państwa Islamskiego) zanotowano wzrost liczby ataków, w których zginęło dodatkowo 255 osób. Jednak jeśli wziąć pod uwagę jedynie ludność Unii Europejskiej (505 mln), to statystycznie zagrożenie jest wciąż niskie. Więcej zamachów dokonywało się w Europie w latach 70-tych, 80-tych czy nawet 90-tych (odpowiedzialne za nie były m.in. organizacje separatystyczne IRA, ETA, pamiętamy też np. zabójstwo członków izraelskiej drużyny olimpijskiej w Monachium przez palestyński „Czarny Wrzesień”). Nie wspominając o tym, że w Polsce – na szczęście – do żadnego zamachu nie doszło.

To dzięki brakowi sporej liczby uchodźców? Pewnie jest w tym trochę prawdy, ale główny powód stanowi udział państw Europy Zachodniej w walce z Państwem Islamskim (przede wszystkim Francji). Potwierdzają to coroczne badania Europolu dotyczące terroryzmu w UE. Proszę zauważyć, że przed istnieniem owej organizacji nie było takiego problemu z zamachami, mimo iż Stary Kontynent miał już imigrantów. Jeśli jednak nikt nie będzie walczył z ISIS, fundamentaliści w końcu wejdą do Europy, o czym trąbią od miesięcy.

Spora liczba osób, zamieszanych lub planujących zamachy w 2015 roku, to obywatele UE, zatem to nie „świeży” imigranci. „63 proc. aresztowanych pod zarzutem udziału w spiskach terrorystycznych z motywacji religijnej miało obywatelstwo UE. 58 proc. z nich urodziło się w Unii”. Tutaj mamy więc większy problem z wieloletnim „przyzwoleniem” na rozprzestrzenianie się radykalizmu w niektórych rejonach Starego Kontynentu, niż z uchodźcami. A należy wziąć jeszcze pod uwagę fakt, że nie każdy terrorysta działa z pobudek religijnych. Niektórym chodzi o separatyzm bądź działają jako tzw. samotne wilki.

Pomagać więc przybyszom z dalekich krajów czy nie pomagać? Proszę nie rozróżniać terminów „uchodźca” i „imigrant ekonomiczny”, ponieważ taki podział jest sztucznie wykreowany na potrzeby prawa, podczas gdy tak naprawdę sytuacja większości z nich spełnia kryteria obu pojęć (powołuję się na teksty Artura Domosławskiego, dziennikarza „Polityki”). Prawie wszyscy przybywają do Europy, bo szukają realnej pomocy. Jak donosi portal uchodźcy.info, „według Niemieckiego Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) wśród uchodźców w Niemczech przebywa obecnie 410 osób, które potencjalnie próbują uzyskać kontakt z terrorystami i mogą stanowić w przyszłości ewentualne zagrożenie terroryzmem”. To 0,03 proc., licząc wszystkich uchodźców u naszych zachodnich sąsiadów, którzy przecież przyjmują ich najwięcej! (Liczymy od stycznia 2015 roku.)

Odpowiedzi na to pytanie musi sobie zatem udzielić każdy z osobna. Zbigniew Brzeziński, jeden z najmądrzejszych politologów, jakich wydał nasz kraj, mawia, że trzeba wybrać, czy chce się mieć więcej wolności, czy bezpieczeństwa. Nie można mieć tych dwóch elementów jednocześnie, na przyzwoitym poziomie. Ja, biorąc pod uwagę tak wielką rzeszę ludzi potrzebujących pomocy, wybieram wolność. Bo bezpieczeństwo zawsze jest niepewne, nawet jeśli terroryści by nie istnieli.

Paweł Brol

Napisz do autora: pawel.brol@o2.pl