Nie można śmiać się z wszystkiego

Z chłopakami z kabaretu Łowcy.B spotkaliśmy się po ich występie w Głogówku. Kabaret miał wystąpić również w Zdzieszowicach, ale z przyczyn niezależnych od organizatora występ został odwołany. Na scenę wyszli w składzie: Bartosz Góra, Bartosz Gajda, Sławek Szczęch i Maciek Szczęch.

łowcyZajęliście się dosyć specyficznym rodzajem humoru – dowcipem absurdalnym, który nie odpowiada wielu osobom.

Bartosz G.: Mało grup kabaretowych zajmuje się tym rodzajem dowcipu. To jest suma naszych poczuć humoru, nas to kręci, więc tym się zajmujemy. Nie piszemy na przykład skeczów o polityce.

A nie irytuje was porównywanie Łowców do innych grup? Absurdalny dowcip był podstawą takich grup jak Mumio czy Monty Python, z którym was zestawiają.

B: No wiesz, jeśli jest jakiś zespół muzyczny, któremu powiedzą, że gra jak Pink Floyd to tylko przecież jest komplement. Nie denerwuje nas to, a wręcz jest to dla nas powód do dumy.

Na ile sami siebie wkręcacie na scenie? Podczas dzisiejszego występu było parę takich sytuacji, w których skecz poszedł inną drogą, niż zapisane to było w scenariuszu.

B: Aaaa… bystry jesteś? No było.

To na ile pozwalacie sobie improwizować? Bo takie Limo dużo improwizowało.

B: U nas nie jest aż tak dużo improwizacji. Mamy szkielet skeczu, którego się trzymamy, ale nie spinamy się jak coś nie wyjdzie.

Sławek: To też zależy od tego jak czujemy się na scenie. Gdy następuje tak zwane sprzężenie zwrotne, widzimy, że publiczność reaguje na nas i na to, co mówimy, to gramy całkiem swobodnie. Limo miało w swoich występach odrębną część opartą tylko na improwizacji.

Mam właśnie wrażenie, że publika wręcz lubi jak coś w skeczu pada.

łowcy2B: Bo człowiek to taka bestia, która się cieszy jak komuś coś się nie uda.

S: My jesteśmy kabaretem, więc jeśli coś nie wyjdzie to nie ma dramatu.

B: A ten siedzi cicho.

Bartosz G: Ja słucham.

Jesteście kabaretem, ale podejmujecie także trudniejsze wyzwania, jak na przykład współpraca z grupą Drzewo a gada. Pod filmikiem na youtube pojawiły się także hejty pod waszym adresem, że śmiejecie się z niepełnosprawnych.

B: Z naszego doświadczenia wiemy, że nie można się narzucać, być nachalnym, bo nie każdemu to odpowiada. Skecz pisaliśmy razem z chłopakami i ks. Markiem, który ich prowadzi.

S: Uważam, że można się śmiać z niepełnosprawności, ale w umiejętny sposób, bo bardzo łatwo jest kogoś? skrzywdzić. Poza tym jest grupa niepełnosprawnych, którzy nie chcą być traktowani ostrożnie, chcą być jak każdy inny człowiek i takie ostrożne obchodzenie się z nimi traktowane jest jako nietolerancja. Dlatego nasze skecze to pójście na kompromis. Nie można przekroczyć pewnej granicy.

A ty już znasz swoją granicę? Wiesz czego nie zrobiłbyś na scenie, czego nie powiedział?

S: Tak, chyba już wiem, znam tę granicę. Kiedyś napisał do mnie tato dziecka, który ma zespół downa, oburzony skeczem z transformersem z zespołem downa. I tak sobie pomyśleliśmy, że może jednak omijać tę część skeczu. Z kolei moi znajomi, których dziecko jest chore powiedzieli, że wcale ich to nie obraża, Niektórzy kabareciarze twierdzą, że można się śmiać ze wszystkiego. Ja się z tym nie zgadzam.

łowcy4A śmianie się z innych kabareciarzy? Co sądzicie o coraz bardziej popularnym, ale jednak zupełnie innym rodzaju rozrywki, jaką jest roust? Bartku, ty brałeś w czym takim udział.

B: Tak. Ale jak sam powiedziałeś, to jest oparte na innych zasadach, jest inna konstrukcja. A w obrażaniu innych jestem dobry.

No tak, ludzie lubią wulgary. Swój występ też zakończyliście bisem z koperkiem. Cały występ został zamknięty soczystym słowem (razem ze Sławkiem) „kurwa”.

B: Kurwa! No ale powiedz, że nie było to urocze.

Zawsze jest, od tylu lat. Tylko właśnie ludzie zawsze reagują salwą śmiechu, gdy pada wulgaryzm ze sceny.

S: Ale to nie jest tak, że tylko przeklinamy. Wulgaryzmy pojawiają się w sposób przemyślany, czasami nawet się upominamy potem, żeby nie powtarzać pewnych słów.

B: A potem i tak robimy swoje.

A stand up?

S: Szanuję tych ludzi, którzy to robią, ale to zupełnie nie dla mnie. Ja chcę robić kabaret.

B: Nasz polski stand up jest trochę inny. Ostatnio byłem na jednym występie na żywo i okazało się, że całkiem mnie to rozbawiło. Polecam ci stare występy Billa Cosby’ego, są świetne.

No teraz Bill Cosby ma trochę inne rzeczy na głowie.

B: No faktycznie, teraz to niekoniecznie. Ale te z lat 80. Zobacz sobie.

Ok, sprawdzę. Ale gracie muzykę na żywo, pojawia się także w waszych skeczach literatura. Taki Joachim Kupsztal także wymaga pewnych kompetencji odbiorczych.

Bartosz G.: Nawet dzisiaj wspominaliśmy Kupsztala.

S: Niby tak, ale to nie chodzi o to, że jeśli chcesz zrozumieć Kupsztala to musisz być znawcą literatury. To kwestia wyczucia konwencji i wyczucia publiczności. Sądzę, że kabarety teraz robią coraz śmieszniejsze rzeczy, ale to wcale nie znaczy, że wzrasta z nimi poziom artystyczny. Kabaret stoi między teatrem a rozrywką. Kiedyś był bliżej teatru, teraz różnie z tym bywa.

No ale wy chyba zachowujecie te teatralne elementy: takie spektakle jak Kupsztal tworzą całość, macie swoje kostiumy i rekwizyty.

B: A ja mam swój flet.

A ty masz swój flet. A do Ryjka już jesteście przygotowani?

B: Tak, mamy wszystko dopięte. (chwila ciszy)

B: Aaaaaa, zdziwiony?

Trochę tak, myślałem, że jeszcze pracujecie nad tym.

B: Nawet tutaj dzisiaj coś dopisywaliśmy.

łowcy3S: Jeśli chodzi o Ryjka to nie interesuje nas wygranie, zajęcie pierwszego, drugiego czy trzeciego miejsca. Bardziej interesuje nas to, co dzieje się po Ryjku.

Masz na myśli chlanie?

Maciej Szczęch: Ćpanie.

I wstrzykiwanie sobie marihułaniny.

S: Wolimy obserwować co też dzieje się ze skeczami po Ryjku, jak one się rozwijają, w którą stronę ewoluują.

No to co, panowie. Życzę powodzenia, kolejnych tak udanych występów i do zobaczenia za jakiś czas.
GP