Naukowcy z UJ walczą z groźną chorobą kotów

Choć jego nazwa brzmi niepozornie, to koci katar jest niebezpieczną chorobą, która w skrajnych przypadkach może prowadzić nawet do śmierci chorego zwierzęcia. Nowych strategii jej leczenia poszukują naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Badania nad wirusami odpowiadającymi za koci katar prowadzone w Pracowni Wirusologicznej na Uniwersytecie Jagiellońskim zostały w ubiegłym roku docenione przez jury 18. edycji programu L’Oréal-UNESCO Dla Kobiet i Nauki: jedna z uczestniczek projektu badawczego, Aleksandra Synowiec, została laureatką programu w kategorii magistranckiej. O szczegółach jej pracy poinformowali w komunikacie prasowym przedstawiciele programu.

Aleksandra Synowiec zajmuje się wirusologią molekularną – czyli nauką o tym, w jaki sposób „działa” wirus: jak wchodzi w interakcję z komórką gospodarza, w jaki sposób się namnaża, jak unika zagrożeń i w jaki sposób dochodzi do tworzenia nowych wirionów (pojedynczych cząstek wirusów). Uzyskana wiedza wykorzystywana jest do zrozumienia, jak organizm broni się przed zakażeniem, jak również do tworzenia nowych strategii terapeutycznych oraz profilaktycznych.

Koci katar to potoczna nazwa wirusowego zapalenia układu oddechowego, wywoływanego przez koci herpeswirus (FHV-1, ang. feline herpes virus 1). Szacuje się, że zakażonych tym wirusem jest aż 90 proc. kotów! Choć zazwyczaj infekcja ta przebiega bezobjawowo, to zakażenie FHV-1 może prowadzić do rozwoju poważnej choroby układu oddechowego oraz do owrzodzenia spojówki i rogówki, a w efekcie do trwałej utraty wzroku.

Zakażenie wirusem FHV-1 sprawia również, że organizm kota jest bardziej podatny na inne choroby – i w tym właśnie kryje się największe zagrożenie. Zakażenia bakteryjne, które u zdrowego zwierzęcia nie wywołują choroby, nagle stają się śmiertelnie niebezpieczne.

Podobnie też jak w przypadku innych herpeswirusów, wirus FHV-1 potrafi ukrywać się w komórkach gospodarza w tzw. stanie utajenia. Oznacza to, że nawet jeśli objawy zakażenia z czasem ustępują, to zwierzę nigdy nie pozbywa się patogenu. Do ponownej infekcji dojść może w warunkach stresu i przy osłabieniu układu odpornościowego.

Dostępne leki przeciwwirusowe stosowane w leczeniu kotów zakażonych FHV-1 działają wirostatycznie, co oznacza, że całkowite wyeliminowanie choroby oraz wyleczenie zwierzęcia nie jest możliwe. Cały czas pojawiają się też nowe patogeny, a te istniejące uodparniają się na stosowane terapeutyki – co oznacza, że nie do przecenienia są badania, które pozwalają nam wygrywać w ciągłym wyścigu z chorobami zakaźnymi.

Nadzieję na opracowanie nowych strategii leczenia kociego kataru dają właśnie badania, w prowadzeniu których uczestniczy Aleksandra Synowiec.

„W przypadku wirusa FHV-1 skupiliśmy się na inhibitorach ograniczających rozprzestrzenianie się wirusa pomiędzy komórkami do stosowania miejscowego” – opowiada młoda badaczka, cytowana w komunikacie prasowym. „Miało to na celu wyselekcjonowanie nietoksycznych polimerów wykazujących wysoką aktywność przeciwwirusową, a także określenie ich mechanizmu działania. Liczę, że końcowym efektem będzie opracowanie nowego leku przeciwwirusowego”.

„Mam nadzieję, że niska toksyczność, wysoka skuteczność oraz szczegółowo zdefiniowany cel molekularny pozwolą w przyszłości na opracowanie nowych strategii terapeutycznych w medycynie weterynaryjnej” – dodaje Aleksandra Synowiec.

PAP, kflo/ zan/