Nauczyciele to nieroby i nie wiadomo czego oni jeszcze chcą!

Kolejnym fiaskiem skończyły się rozmowy przedstawicieli ZNP z rządem. Zatem strajk nauczycieli rozpocznie się 8 kwietnia i potrwa to do odwołania.

W sieci z kolei toczy się batalia dwóch stron: tych, którzy popierają dążenia nauczycieli do zmiany systemu oraz podwyżek wynagrodzeń oraz tych, którzy go nie popierają. Jednak w żadnym innym kraju europejskim zawód nauczyciela nie spotyka się z taką ilością krytyki, braku szacunku i poniżenia, co w Polsce. A przecież gdyby nie zawód nauczyciela – nie byłoby żadnego innego zawodu. Ktoś przecież musi nauczyć lekarza jak być lekarzem czy mechanika jak naprawiać samochody itd.

Jest wiele argumentów, by nienawidzić zawodu nauczyciela, np. wakacje. „Mają dwa miesiące wakacji, na Boga!” No prawie. Pierwszy tydzień i ostatni tydzień wakacji nauczyciele pracują, bo najpierw zamykają rok szkolny, później go otwierają, co wiąże się z olbrzymią ilością papierków, sprawozdań, planów, protokołów (rzecz jasna w formie pisemnej), a także z egzaminami poprawkowymi. To daje 6 tygodni kalendarzowych wolnego, czyli… 30 dni roboczych. W najdroższym sezonie, kiedy ceny noclegów, atrakcji turystycznych i biletów są najwyższe.

Zgoda, nauczyciel ma w pozostałej części roku także trochę wolnego. Jednak gdyby miał on pracować non stop z 25 dziećmi bez żadnego czasu wytchnienia, nie wiem jaki byłby poziom tych zajęć (nie mówiąc o zdrowiu psychicznym). Zrozumieją to doskonale rodzice, których własne dziecko czasami najzwyczajnie w świecie wkurza (tak, choć oficjalnie nikt się nie przyzna). A teraz pomnóżcie źródło waszego zdenerwowania przez 25 (ilość dzieci w klasie), potem przez osiem lekcji dziennie i przez wszystkie dni w roku. Już rozumiecie dlaczego nauczyciel, podobnie, jak kontroler lotów na wieży lotniskowej, musi mieć trochę przerwy?

Obwinia się nauczycieli, że przez ich strajk ucierpią uczniowie. Gdy lekarze czy pielęgniarki nie wykonywali zabiegów i odchodzili od łóżek pacjentów było ok. Gdy policjanci w zeszłym roku poszli masowo na L4 nie zapewniając bezpieczeństwa obywatelom było ok. Ale gdy nauczyciele chcą walczyć o godne warunki pracy – to już nie jest bardzo ok. Bo ucierpią uczniowie. Jak? Tak, że napiszą egzaminy dwa tygodnie później?

Dlaczego nauczyciele strajkują?

Odpowiedź jest krótka: bo mają dosyć. Fatalna reforma edukacji spowodowała olbrzymie zamieszanie doprowadzając do wielu kuriozalnych sytuacji. Została wprowadzona wbrew rodzicom i nauczycielom, ponieważ ich opinie nie zostały wzięte pod uwagę. Wskutek czego mamy obecnie wielkie zamieszanie, w którym „nikt nic nie wie”.

Opinia publiczna bulwersuje się także słynnym „pensum”, czyli ilością godzin dydaktycznych, jakie nauczyciel powinien spędzać w tygodniu „przy tablicy”. Część Polaków sądzi, że nauczyciel pracuje po prostu tych 18 godzin i nic więcej nie robi. Nie bierze udziału w wywiadówkach czy radach pedagogicznych, nie pomaga uczniom rozwiązywać ich prywatnych często problemów po lekcjach, nie przygotowuje zajęć, nie sprawdza wyników swojego nauczania – i w żadnym wypadku nie przenosi pracy do domu. Większość nauczycieli jest zgodna co do tego, żeby pracować tylko 8h dziennie na terenie szkoły i wracać do domu bez obciążeń, że trzeba po obiedzie zasiąść do prac związanych ze szkołą właśnie, albo dawać korepetycje. Gdyby wynagrodzenie nauczycieli było proporcjonalne do czasu ich pracy – uwierzcie – każdy z nich wolałby spędzić czas z rodziną, niż dawać korki.

Do tego ta olbrzymia odpowiedzialność, jaka ciąży na nauczycielach i wychowawcach nie idzie w parze z wynagrodzeniem. Taki wychowawca na naszym terenie ma ok. 50 zł za miesiąc pracy wychowawczej. Co robi w tym czasie poza 4 lekcjami wychowawczymi? Ano wszystko! Wychowawca często przejmuje obowiązki rodzica, który uważa, że jak oddaje dziecko do szkoły to ona wychowa je za niego. Nic bardziej mylnego! Dziecko w szkole spędza 6-7h, pozostałą część doby z rodzicami. Szkoła pełni funkcję wspomagającą. Kwestia wychowania dziecka należy do rodzica. Wychowawca musi być nie tylko pedagogiem, ale także psychologiem. Żyjemy w czasach coraz słabszego psychicznie pokolenia, w którym młodzi ludzie posuwają się do skrajnych rozwiązań gdy np. stracą postać, którą przez dwa miesiące budowali po nocach w grze komputerowej. Wychowawca spędza wiele godzin na rozmowach z uczniami, spotyka się z rodzicami, otrzymuje od nich wiadomości czy telefony często w godzinach wieczornych (czy komuś z was przyszłoby do głowy zadzwonić do kierowcy autobusu przed 22 i zapytać go o jutrzejszy kurs lub do pani z supermarketu i zapytać o jutrzejsze promocje?). Jest podporą, kierunkowskazem, a niejednokrotnie jedynym ratunkiem dla ucznia, który w domu nie potrafi znaleźć osoby, której chciałby się zwierzyć. I to wszystko za 50zł miesięcznie. Taki psycholog dla porównania bierze ok. 100 zł za godzinę pracy. Ile zatem wychowawca ma „na rękę” za godzinę?

Ile zarabia nauczyciel?

Taki nauczyciel stażysta – 2230 zł brutto (tak, ta kwota ma zachęcić młodych ludzi po ponad 20 latach nauki do nauczania). Dyplomowany po zrobieniu wszystkich stopni awansu z kolei 3484 zł brutto (dla porównania: średnia pensja w 2018 wynosiła 4585 zł). W mediach publicznych z kolei podaje się informacje o bajońskich sumach, jakie zarabiają nauczyciele właściwie za nic, bo przecież tylko opieprzają się. Jak bardzo oni nie robią nic wiedzą ich rodziny, które popołudniami chciałyby spędzać czas z żoną/matką (mężem,ojcem), ale nie bardzo jest jak, bo korki, bo wywiadówka do 19:00, bo rada pedagogiczna, bo trzeba lekcje przygotować, bo… I tu pojawia się często kolejny „argument”: „Jak się nie podoba to można zawsze zmienić zawód”. Ano można. I teraz wyobraźmy sobie, że większość nauczycieli idzie za „dobrą radą” i zmienia zawód. Idą np. do hipermarketu na kasę, zarabiają więcej, niż zarabiali dotychczas, mają bardzo dobre warunki pracy, odpowiedzialność mniejsza, niż za całą klasę uczniów i tylko raz na jakiś czas będą użerać się z dziwnym klientem (bo zawsze się taki znajdzie). Ale wiedzą, że skończą pracę, wrócą do domu i mają czas dla siebie. Odejdą ze szkoły – kto nowy przyjdzie nauczać? Za 1800 zł? Co wtedy stanie się z dziećmi?

Pocieszające w tym wszystkim jest to, że uczniowie, z którymi mam styczność od kilkunastu lat, doceniają moją pracę. Wielu z nich utrzymuje ze mną kontakt po zakończeniu szkoły. Wielu z nich wraca odwiedzić swoją szkołę gdy już mają stałą pracę (gdyby ta szkoła była dla nich traumatycznym wspomnieniem czy nie omijaliby jej z daleka?). Chcą się pochwalić tym, co robią, pokazać, że do czegoś doszli – i w dużym stopniu mają świadomość, że podstawy tego dała im szkoła. To buduje. To motywuje. To jest sens tego zawodu, nie papierki. I to na tym najbardziej zależy nauczycielom – by ich uczniowie do czegoś w życiu doszli. Tylko że tej satysfakcji nie zjedzą na obiad. Pięknie jest mówić o powołaniu i używać do tego górnolotnych słów. Dlaczego jednak uznaje się powszechnie, że nie może to być godziwie wynagradzane?

Obiecywałem sobie, że nie będę zabierał głosu w sprawie, ponieważ za bardzo mnie denerwuje ta jawna niesprawiedliwość. Zastanawia mnie tylko to dlaczego ta część rodziców, którzy tak bardzo psioczą na nauczycieli, umniejszają ich wykształceniu, którzy widzą w nauczycielach samo zło – oddają pod opiekę takich właśnie beznadziejnych ludzi to, co mają w życiu najcenniejszego – własne dzieci.

To, co obecnie dzieje się w systemie ekuacji w naszym kraju sprawia, że czeka nas powolne wymieranie zawodu nauczyciela, ponieważ nikt o zdrowych zmysłach nie przyjdzie po studiach uczyć za 1800 zł „na rękę”, a ci, którzy jeszcze mogą po prostu zmienią zawód. Samą ideą, o której też się mówi, żaden nauczyciel nie nakarmi siebie ani swojej rodziny.

Wasz

4 thoughts on “Nauczyciele to nieroby i nie wiadomo czego oni jeszcze chcą!

  • 6 kwietnia 2019 at 11:13
    Permalink

    i dobrze, niech zapiepszaja. to ich zadanie wychowac moje dzieco!

    Reply
    • 6 kwietnia 2019 at 11:33
      Permalink

      Zazwyczaj nie biorę udziału w komentarzach, ale szanowna pani, może się pani zdziwi tym, co napiszę. To nie po stronie szkoły leży obowiązek wychowywania dzieci, tylko po stronie rodziców. Chyba, że rodzice wolą pozbyć się balastu i odpowiedzialności, wtedy wypisują takie bzdury…

      Reply
  • 6 kwietnia 2019 at 10:52
    Permalink

    Autor felietonu był moim wychowawcą. Uratował mi tyłek wiele razy. Nawet dyrekcja nie wie ile dla mnie zrobił. Nigdy mu tego nie zapomnę! Tacy nauczyciele jak on powinni być doceniani!

    Reply
    • 6 kwietnia 2019 at 11:00
      Permalink

      Mnie też uczył. 🙂 Świetny pedagog, na jego lekcje chciało się przychodzić. Ale przyznaj, że są też nauczyciele, którzy nie nadają się do tej pracy.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *