Gdzie leży (post)prawda?

O najpopularniejszym słowie 2016 roku, jego wpływie na nasze społeczeństwo, polityce i rosyjskim wywiadzie piszę dla Was w mocno subiektywnym felieTONie.

Oxford Dictionaries – czyli dżentelmeni, którzy na filmach nie mają czasu na randki, bo siedzą z głową w książkach i w tym wypadku piszą słowniki – opublikowali rok temu wyniki badań, wedle których najczęściej używanym słowem roku 2016 na świecie był enigmatyczny termin „postprawda”. Postprawda oznacza definiowanie czegoś zgodnie ze swoimi przekonaniami, emocjami, nie zaś faktami. Jeśli więc w świetle kodeksu wykroczeń drogowych nie ustąpię pierwszeństwa i wjadę w bok Twojego samochodu, to mimo że policja będzie mi pokazywać czarno na białym akt prawny, że wina jest bezsprzecznie moja, ja uznam z podniesioną głową, iż Ty zawiniłeś, bo trzymałeś się zbyt blisko krawędzi. I to będzie postprawda.

Piszę o tym nieprzypadkowo. Często publikowane przez OD wyniki badań na ulubione słowo świata odzwierciedlają trendy obecnie panujące na globie albo po prostu przypadłości, na które chorujemy. Teraz mózgi z Wielkiej Brytanii (to nie amerykańscy naukowcy!) trafili w dziesiątkę, jeśli uznamy, że stwierdzenie faktu może być wynikiem losowym (postprawda). Słowo, jakie zniekształca rzeczywistość, jest dzisiaj bowiem w praktycznym użytku i – podlewane – cały czas rośnie w siłę.

Bawiąc się na podwórku w chowanego każdy z nas miał swoje racje. A to że ktoś „podglądywał”, więc się nie liczy. A to że „nie podglądywał”, tylko tamten nie zdążył się schować. Naturalnym zatem było, iż postprawda funkcjonuje na tym etapie życie. Jednak człowiek jest zaprogramowany tak, by w wyniku socjalizacji wtórnej (wychowaniu w społeczeństwie) pozbyć się naginania faktów i szukać kontaktu z ziemią. W większości przypadków taka resocjalizacja skutkuje. Czy dzisiaj ów zwyczaj ma jeszcze zastosowanie? Mam wątpliwość.

Kiedy przyjrzyjmy się obecnej polityce, prawda nie ma niemal żadnego zastosowania. Partia rządząca, którakolwiek by nie władała, uważa, że wszystko robi dobrze. Z kolei partie opozycyjne, kimkolwiek by nie były, zazwyczaj twierdzą odwrotnie. Mechanizm ten jest znany nie od dziś i powodowany żądzą władzy, ale czy normalny? Mam wątpliwość.

Ba, dokładnie w tym momencie imputuje się społeczeństwu postprawdę. Fakt jest bowiem taki, że demokracja opiera się m.in. na trójpodziale władzy na: wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą. Kolejny fakt – każda z trzech nóg ma się poruszać samodzielnie, niezależnie od pozostałej. Podczas gdy teraz wmawia się mi, że trzeba to zmienić, bo tylko dzięki takiemu posunięciu sądy można zreformować. Nie załapałem tylko chwili, gdzie w tym wszystkim jest reforma, jak zmiana decydentów ma poprawić sytuację, ale to szczegół. Trzeba zatem modyfikować prawo w ten sposób? Mam wątpliwość.

Nie tylko o sądownictwo w kraju mlekiem i miodem płynącym (albo w ruinie) chodzi. Jest wiele innych dziedzin, które według miłościwie panującej partii rządzącej powinny się zmienić. Na przykład media publiczne. Jacek Kurski, prezes TVP, stwierdził kilka tygodni temu, że jego telewizja musi być prorządowa(!), bo taki TVN czy Polsat są antyrządowe, więc należy zachować równowagę. No i misja spełniona, nie mam więcej pytań (odeślę lepiej do statystyk dot. np. częstotliwości zapraszania do różnych stacji gości z konkretnych partii, można sobie wygooglować). Albo weźmy na warsztat wybory samorządowe. Pojawiły się konkretne plany, żeby burmistrzów i prezydentów nie wybierało już bezpośrednio lokalne społeczeństwo, ale Rady Gmin. Oczywiście taka zmiana służyłaby poprawie, nigdy w życiu nie chodzi o to, że w wyborach samorządowych PiS w większości miast oraz miejscowości by przegrał głosami ludu. Czy są to zatem dobre zmiany? Mam wątpliwość.

Ilu z nas na co dzień rzuca w cholerę takie dywagacje, stwierdzając że ciężko się połapać, gdzie leży prawda, a gdzie nie? Lepiej niech zejdą z oczu. A ja chcę dzisiaj napisać, że mam klarowną odpowiedź na każde z pytań, które w poprzednich akapitach postawiłem. Brzmi ona: NIE. Zwyczaj pozbywania się postprawdy w socjalizacji wtórnej NIE ma już zastosowania, obecny mechanizm polityczny NIE jest normalny NIE powinno się modyfikować prawa w ten sposób, NIE są to dobre zmiany.

Jestem fanem powiedzonka ś.p. (chociaż dla mnie wciąż żyjącego) prof. Władysława Bartoszewskiego: „Prawda nigdy nie leży pośrodku. Prawda leży tam gdzie leży”. Daliśmy sobie wmówić, że prawda nie istnieje albo może być różna. Podczas gdy różne mogą być racje, ale prawda jest zawsze jedna, choćbyśmy czasem nie potrafili do niej dotrzeć.

Dlaczego to takie ważne? Bo zjawisko „postprawdy” doprowadziło nas do punktu, w którym jesteśmy – jako ogół społeczeństwa. Przez wiarę w to, co nam się wydaje słuszne, odsunęliśmy na dalszy plan fakty. Nie odczuwamy (jeszcze) negatywnych skutków takiego podejścia, więc myślimy, że jest ono uprawnione. Szybko jednak obudzimy się z ręką w nocniku, bo ustrój państwa nam się zmienia.

Na koniec anegdota (a może prawda?) o działaniach rosyjskiego wywiadu przed ostatnimi wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych, o których przeczytałem bodajże w książce Tomasz Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. Wynajmując internetowych trolli służby ze wschodu nie musiały silić się na wymyślanie wielu „fake newsów”, żeby zdestabilizować kampanię wyborczą niewygodnych dla nich kandydatów. Wystarczyło wmówić Amerykanom w internecie, że każdy może mieć swoją prawdę i wcale nie doprowadzi to do tragedii.

Paweł Brol