FELIETON: Poziom obecnej kampanii wyborczej obraża inteligencję wyborcy

Zabierałem się do tego felietonu kilka razy i za każdym razem odchodziłem od komputera, ponieważ nie mogłem dokończyć racjonalnego tekstu, który nie uciekałby w stronę emocjonalnych okrzyków duszy. To, jak wygląda kampania przed obecnymi wyborami napawa mnie przerażeniem i obrzydzeniem.

Czym rządzi się okres przedwyborczy doskonale wiem. Znam to od zewnątrz i od środka. Ale czym innym jest działanie przez cały okres kadencji (radnych, burmistrza, starosty), a czym innym zabiegi, do których posuwają się obecni kandydaci.

Na mandat radnego mają smaki ludzie, którzy w necie przedstawiają się jako ci, którzy chcą coś zdziałać. Hasła w stylu „chcę być przedstawicielem mieszkańców” są tak naprawdę pustymi wydmuszkami, które nie niosą żadnej treści. Niestety, część z tych ludzi to osoby, które nie potrafią poprawnie zbudować zdania, a konkurowanie z kandydatami z innych komitetów sprowadza się do wyzywania od cymbałów (czyżby w myśl zasady „Uderz w stół, a… cymbały się odezwą”?).

Materiałów zebrałem dużo.
Za dużo.
Nie wykorzystam żadnego, choć na poparcie wszystkiego mam screeny, gdyby któryś z kandydatów miał focha. Niestety, nie piszę o niczym, czego oni nie zamieściliby w necie. A wiadomo, że najwięcej materiałów dają ci najbardziej aktywni…

Nie wykorzystam zatem spoconych pach kandydatów na plakatach wyborczych (jak to możliwe, że to zdjęcie przeszło przez tyle par oczu, grafik zmontował plakat (pewnie płakał jak montował) i ktoś to opublikował – tyle osób widziało i nikt nie zareagował?).

Nie wykorzystam także zamieszczonych w komentarzach argumentum ad personam kandydatów, którzy sami nie mają żadnego konkretnego pomysłu, a ich program wyborczy sprowadza się do stwierdzenia „zrobię, żeby w naszym mieście żyło się lepiej”. A wyzwiskami sypią jak z rękawa.

Nie wykorzystam także informacji o tym, że niektórzy kandydaci mieli problemy z prawem, że kompletnie nie mają pojęcia o tym jak funkcjonują samorządy, a brak pomysłu na siebie i swoje miejsce w radzie tuszują głupim i niepotrzebnym zaśmiecaniem mediów społecznościowych. Aż się nie chce wchodzić na fejsa, by nie dostać w fejsa obuchem wyborczym.

Przede wszystkim nie mogę uwierzyć w to, że młodzi kandydaci, którzy startują do rady, nie zostali poinstruowani przez doświadczonych przecież liderów komitetów jak to wszystko funkcjonuje. Czasami mam wrażenie, że ich działalność opiera się na zasadzie: „Im większa gównoburza w necie, tym lepiej”.
Czyżby?
Tego typu postępowanie najzwyczajniej w świecie obraża inteligencję zwykłego wyborcy, któremu próbuje się wmówić, że mieszkając w Krapkowicach przez tyle lat nie potrafi sam wyciągnąć wniosków dotyczących tego czy coś się w naszym mieście dzieje czy nie, czy obecni radni działali w imię dobra gminy czy raczej dobra swojego komitetu. Kandydaci najwyraźniej sądzą, że zwykły mieszkaniec jest ograniczony i nie potrafi sam dokonać oceny – dlatego zamiast skupić się na swoim programie, wytykają błędy drugiej stronie. Bo czy jest tu trzecia strona? Niby jest, ale jakoby jej nie było.

A potem w prywatnej skrzynce odbiorczej znajduję wiadomości w stylu:
„Jakbyś pisał jakiś felieton o/ po wyborach – uwzględnisz tam fakt, żebrolajkowania wszystkiego na fb przez biedne kandydujące osoby łącznie z życzeniami na dzień nauczyciela od osób, z którymi raczej nie chce się spędzać czasu?”
Owszem, sam dostałem życzenia na Dzień Nauczyciela od kandydatów, którzy jakoś wcześniej nie mieli potrzeby ich składania. Napisałem na Facebooku ogólne podziękowania i co? I niektórzy zaczęli mi składać życzenia… urodzinowe. „Dzień dobry” na ulicy nie powiedzą, ale przymilić się życzeniami
składanymi dwa miesiące przed urodzinami – dlaczego nie? To nic, że mój profil podaje także datę moich urodzin. Kit z tym, wyskoczymy z życzeniami urodzinowymi dwa miesiące wcześniej i pokażemy się. Szkoda, że od strony debilizmu.

Inna wiadomość głosi: „napisz też, że przecież ta kandydatka X siedziała w więzieniu. Każdy to wie!”.
Ano przyznam, ja nie wiedziałem. Nie znam kobiety, nie będę powielał plotek. Tylko… dlaczego osoba, której ufam miałaby mnie okłamywać? Jeżeli to rzeczywiście prawda to jeden z komitetów strzelił sobie w kolano. I to solidnie.

A kandydaci na burmistrza co? Wyskoczyli z nadmierną intensywnością zalewając nas rozwolnieniem pomysłów na zmiany w gminie. I napędzają tę karuzelę łojotoku idei.

Okres przedwyborczy pokazał, że raz na wozie raz pod wozem. Wcześniej KWW Macieja Sonika ogłosił, że wygrał proces sądowy o nazwanie ich Platformą Obywatelską przez jedną z lokalnych gazet, podczas gdy dwa dni temu sam przegrał proces o rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji dotyczących koalicji wyborczej. Maciej Sonik, który startuje do wyścigu o stołek burmistrza już kolejny raz może się bratać z kim tylko chce, by zdobyć głosy (nie wyciąga wniosków z tego, że nie został wybrany kilka razy czy może należy go podziwiać, że brnie  z uporem do celu?). Podczas poprzednich wyborów przecież już nam to pokazał. A teraz jakoś o tym się nie mówi…

Andrzej Kasiura z kolei przez wielu nazywany jest Niemcem. To ten „zły dojczmajster”, którego nie lubią niektórzy użytkownicy internetu, ci prawdziwi Polacy. Napiszą zjadliwy komentarz, po czym otworzą bawarskie piwo, aby odpocząć po ciężkim dniu w fabryce BMW w Monachium. Ojro najwyraźniej nie śmierdzi.

Napisałem na początku, że poziom tej kampanii mnie przeraża.
Dlaczego?
Zadałem sobie pytanie: a co, jeśli ci ludzie rzeczywiście dostaną się do rady? Oni to będą mieli wpływ na rozwój tego miasta? Tej gminy? Kyrieleison!

Ufam jednak, że mieszkańcy Krapkowic potrafią myśleć samodzielnie, potrafią odróżnić kreowaną w Internecie postać od realnego jej kształtu – i przede wszystkim pójdą głosować 21 października.

I tylko jakoś dziwnie znajomo brzmią słowa Łony:

„Tu żyć się nie da, tu nie da się mieszkać.
Mało, że syf i bieda, to do tego depresja.
Władza nie głaszcze, raczej myśli jak cię zarżnąć,
a na przykład chodnik – krzywy. Proszę bardzo.

Deszcze i grad, i burze,
i nieuprzejmi tubylcy o ludożerczej naturze.
Dla ducha rzeczy też nieciekawe:
dwa teatry, jedno kino – no to nie chodzę nawet.

Kotlet w knajpie dają na zimno.
Brak zieleni. Gdzieniegdzie karłowata roślinność.
Mężowie bez szans najmniejszych na zmianę losu,
bowiem żony nie prasują tu koszul.

Niesłychanie nudny program zabaw
i ten nieinspirujący krajobraz. On nie pomaga.
[…]
Zgroza!
Tutaj szesnastolatki w wyuzdanych pozach
stoją w parkach głodne zbliżeń.
Ja w ich wieku z seksu to… Leśmian, Petrarca najwyżej.

Trudno za punktualność dać tu dyplom,
tramwaje za wolno, autobusy za szybko,
taryfiarze precz! cała ta złodziejska dzicz.
Tu nic nie działa. Tu nic nie jeździ. Nic!

Mało rozrywek, z kim tu wypić,
kiedy nic nie łączy tutaj nikogo z nikim?
Wprawdzie z ludźmi pogadasz, ale tu ważny detal:
marudne to i strasznie lubi ponarzekać.
[…]
Tyle dziur jest zapadłych w Polsce i
że akurat tobie przyszło żyć w najgorszej z nich,
że w takiej nędznej miejscówce los cię zamknął.
(och)
Wyślij sobie pocztówkę stamtąd.

Napisz jakie tu złe syczą szepty
i że jedyny widok tu to brak perspektyw,
i że jedyny dźwięk tu to warkot maszyn,
co nimi na zachód frunie emigrantów masyw.

Podpisz i przeczytaj, co tam wypływa?
Obraz fałszywy dość, ale frustracja prawdziwa.
Bólu sporo, chociaż faktów promil,
jeden średnik, więc literacko to się jakoś broni.”

(No i proszę, udało mi się nie wspomnieć o krapkowickim Bridgegate).

Wasz

3 thoughts on “FELIETON: Poziom obecnej kampanii wyborczej obraża inteligencję wyborcy

  • 18 października 2018 at 14:32
    Permalink

    Brawo, jak zwykle napisałeś z polotem i humorem.

    • 19 października 2018 at 19:43
      Permalink

      A dziękuję bardzo 🙂

  • 17 października 2018 at 21:21
    Permalink

    ja tez juz rzygam tymi wyborami

Comments are closed.