Czy radni potrafią liczyć? – czyli przedwyborczej szopki ciąg dalszy

„Jednak będzie rondo Bartoszewskiego w Krapkowicach! Tym razem przyzwoitość zwyciężyła.” – tak rozpoczął swój wpis na FB Andrzej Małkiewicz, przewodniczący Rady Miasta. A ja się pytam – jaka przyzwoitość? W moim odczuciu nieprzyzwoite jest właśnie to, co się wydarzyło w Krapkowicach w związku z całą tą szopką wokół [nomen omen] ronda.

No bo jak to inaczej nazwać? Radni z klubu Macieja Sonika wyszli z pomysłem, aby nienazwane przez wiele lat wcześniej rondo ochrzcić nazwiskiem Bartoszewskiego. Ale właściwie po co? Tyle lat nie miało ono nazwy i nikomu to nie przeszkadzało.

– Przecież w tym roku są wybory, muszą pokazać, że coś robią. – w podobnym tonie pojawiły się komentarze w Internecie.

No dobrze, ale rond w Krapkowicach mamy więcej. Dlaczego tylko nazwać to jedno? I dlaczego nazwiskiem Bartoszewskiego?

– Kim był Bartoszewski dla Krapkowic, żeby jego nazwiskiem nazywać rondo? – pytali przeciwnicy pomysłu. A kim dla Krapkowic był Moniuszko czy Sienkiewicz, skoro ich nazwiskami zostały nazwane ulice – pytam ja.

Pomysł burzliwie dyskutowany był zarówno wśród samych radnych, jak i internautów. Prawdziwa gównoburza została wywołana przez opinię Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, do której zwrócił się z prośbą o opinię burmistrz Andrzej Kasiura.*

– W rozpatrywanym przypadku nazwanie przedmiotowego ronda im. Władysława Bartoszewskiego mogłoby prowadzić do konfliktów społecznych. – napisał w oficjalnym liście dyrektor oddziału Przemysław Maliszkiewicz.

I tu się zaczęło! Pomimo tego, że była to tylko opinia, komentarzy nie było końca, zwłaszcza PO-wców (przepraszam, PO-wcami przestali być, gdy Platforma zaczęła tracić poparcie w kraju. Wiadomo, z tonącego statku…)

Starosta Sonik kpił nawet wtedy, że za komuny ludzie bali się UB, SB, MO, ale żeby bać się drogowców?

Uchwała została jednak  poddana pod głosowanie na radzie i został ogłoszony oficjalny wynik: 10:10, przy jednym głosie wstrzymującym, co oznaczało wyrzucenie jej do kosza.

Również tutaj radni KW Macieja Sonika mieli pole do popisu, że hańba! że wstyd! że Mniejszość Niemiecka jest przeciwna Bartoszewskiemu! Dlaczego radni MN zagłosowali przeciwko? Ano chociażby dlatego, że MIELI TAKIE PRAWO! To prawo daje im demokracja, dzięki której mogą myśleć inaczej i głosować według własnego uznania. A może dlatego, że pomysł ten wyszedł od opozycji, więc przegłosowanie go na „tak” oznaczałoby przyznanie racji przeciwnikowi? Wszak w ten sposób działa to u nas od wielu lat w przypadku obu stron: choćby nie wiem jak dobry pomysł dla gminy zaproponował burmistrz (lub  „jego” radni) albo starosta (lub „jego” radni w gminie) – i tak spotka się ze sprzeciwem właśnie z tego powodu. (swoją drogą pomyślcie jakie to musi być wyczerpujące, ta chęć kierowania starostwem i gminą – poprzez swoich radnych – jednocześnie…)

Radni MN wystosowali jednak oficjalne oświadczenie, w którym przyznają, że doceniają zasługi Bartoszewskiego dla naszego kraju, nie podobał im się jednak tryb podejmowania uchwał. (całe oświadczenie znajduje się tutaj)

Co się okazało? Ano to, że przewodniczący Małkiewicz źle policzył głosy! Tak – źle policzył. Złośliwie można byłoby zapytać czy potrafi liczyć do 21? Ale nie bądźmy złośliwi (czym jednak byłby felieton jako taki bez kropli tegoż cudownego zabiegu?). Powtórzmy zatem: przewodniczący źle policzył głosy, a przecież takie jest jego zadanie i za to pobiera pieniądze, aby prowadzić, kontrolować i trzymać się procedur (ciekawe czy odda swoją dietę, skoro nie dopełnił obowiązków?)

Ale zaraz zaraz – czyja to wina, że źle policzył on głosy? Oczywiście, że tak – wina Mniejszości Niemieckiej. Wpada to już w parodię i retorykę partii obecnie rządzącej w kraju: cokolwiek dzieje się źle – wina Tuska! U nas tym trybem idą radni KW Macieja Sonika – cokolwiek złego, nawet ich własny błąd – wina Mniejszości!

– Z nagrania niezbicie wynika, że zasugerowany mi przez dwóch radnych Mniejszości Niemieckiej wynik 10:10 nie był prawidłowy. – pisze dalej w swojej wiadomości na FB przewodniczący Małkiewicz. „Zasugerowany wynik” – a co to takiego? Albo rękę do góry podniosło 10 osób, albo 11 – sprawa jest prosta i przede wszystkim – policzalna!

–  Dziś z największą satysfakcją podpisałem uchwałę w tej sprawie. – dodał na końcu Małkiewicz. Byłoby przyzwoicie, używając jego terminologii z początku wpisu – aby z największą satysfakcją wziął na siebie odpowiedzialność za swój błąd, a nie zrzucał jej na innych.

Również i pod tym wpisem rozwinęła się dyskusja i gównoburza jak trwała, tak trwa w najlepsze.

Uchwała przeszła. Pytanie tylko: jakie to ma znaczenie dla Krapkowic? Ano żadne. Chyba faktycznie radni nie mają się czym zajmować, skoro taka kwestia jest dla nich najistotniejszą przez ostatnie miesiące. Czy gdyby rondo zostało bez nazwy, jak to było od początku, nasze miasto ucierpiałoby bardziej? Jak narazie cierpi przez wieloletnie konflikty obu stron, które za nic nie mogą się dogadać. Albo może nie chcą…?

A wybory tup tup, coraz bliżej. Dlatego pewnie powinniśmy nastawić się na to, że więcej będzie tego typu zachowań.

Trawestując przewodniczącego z jego wpisu: „Nie pogrążajcie się, radni  – ludzie patrzą”.

Wasz

________________________________

*nasz portal pisał o tym 17 grudnia 2017 r.

 

CZYTAJ TAKŻE

One thought on “Czy radni potrafią liczyć? – czyli przedwyborczej szopki ciąg dalszy

  • 4 maja 2018 at 08:22
    Permalink

    w konu ktos wprost i konkretnie!

Comments are closed.