Alina Cichocka: „Nie spoczniemy dopóki sprawca nie zostanie złapany!”

Minęło kilka tygodni od tragicznej śmierci Wiktorii Cichockiej z Krapkowic. W międzyczasie ludzie żyli tymi wydarzeniami, śledzili losy rodziców Wiktorii, powielali plotki i pomówienia, aż… zrobiła się cisza. Przedstawiamy wywiad z Aliną Cichocką, matką 15-latki.

Nie spoczniemy dopóki sprawca nie zostanie złapanyOstatni raz rozmawialiśmy, kiedy w Krapkowicach wytworzyła się nagonka na pani męża, którego oskarżano o zamordowanie Wiktorii oraz o to, że nie jest jej ojcem. Badania wariografem wykazały jednak coś innego. Również w wywiadzie dla naszego portalu Krapkowice24-7.com prosili państwo o to, by ludzie zostawili was w spokoju i dali przeżyć tragedię Wiktorii bez ich udziału. Od tamtego czasu coś się zmieniło?

Alina Cichocka: Tak, negatywne zainteresowanie mieszkańców Krapkowic osobą mojego męża zniknęło. Ludzie przestali tym żyć, bo nie pojawiają się w mediach żadne nowe informacje.

Na jakim etapie jest śledztwo?

Prokuratura i policja nie udzielają nam żadnych informacji. Nikomu. Kierują się dobrem sprawy.

Detektyw Rutkowski też działa?

Tak, nadal działa i zbiera informacje. Dlatego chcielibyśmy raz jeszcze prosić każdą osobę, która może pomóc w śledztwie, która coś pamięta, coś jej się przypomniało, była świadkiem jakichś wydarzeń z tamtego okresu, a może przejeżdżała w okolicach ronda i coś widziała – prosimy o skontaktowanie się z policją i przekazanie tych informacji. Każde takie zgłoszenie jest wnikliwie sprawdzane. Ja na przykład wciąż jestem przekonana, że Wiktoria nie szła wtedy przez ten las, tylko wracała inną drogą. O tym też powiedziałam policji. Może komuś się wydawać, że zna jego zdaniem mało znaczący fakt, a może się on okazać przełomowy w sprawie. A jeśli coś może pomóc w wyjaśnieniu śmierci mojej córki to byłabym niezmiernie wdzięczna. Ponieważ nie spoczniemy dopóki ta sprawa się nie wyjaśni, a sprawca nie zostanie złapany. Jesteśmy zdeterminowani, by go złapać, ten cel dodaje nam sił.

Sprawdzane są także komentarze, które zostawiają internauci na różnych stronach. Internet zapewnia tylko pozorną anonimowość.

Tak, policja sprawdza wszystko. Pod jednym z artykułów niejaki AN napisał, że to on jest mordercą i czeka aż policja go złapie.

Głupi żart?

Tego nie wiemy. Policja sprawdza adresy IP.

Mówiła pani ostatnio, że Wiktoria była prześladowana w nowej szkole.

Tak, była wyzywana przez koleżanki z klasy i drużyny sportowej, one ją poniżały i śmiały się z niej. O tym policja także wie, zna konkretne nazwiska tych dziewczyn, może i to ma jakiś związek ze sprawą.

Wiktoria spoczywa w Biskupcu Pomorskim. Dlaczego właśnie tam?

Córka zawsze uwielbiała tamte tereny. Co prawda urodziła się w Krapkowicach, ale tam miała rodzinę, z którą wspaniale się dogadywała. Bywało tak, że po szkole w piątek wsiadaliśmy w auto i jechaliśmy na Mazury, by w niedzielę wracać. To był jej świat. Chciała skończyć szkołę i przeprowadzić się tam na stałe. Teraz jest już w domu.

Jak zareagowali tamtejsi ludzie na wieść o tym bestialskim mordzie?

Podobnie jak tutaj – obawą i strachem. Rodzice przestali wypuszczać swoje dzieci po zmroku. Zresztą, z tego co wiem to nie tylko w tamtych stronach, ale także w innych rejonach Polski. Przecież morderca wciąż jest na wolności.

Mieszkańcy Biskupca wspierają panią?

Tak, są cały czas z nami, za co im ogromnie dziękujemy. Podczas mszy był pełen kościół, przy grobie wciąż palą się świeczki. W Krapkowicach już chyba zapomnieli o Wiktorii.

Wszyscy?

Nie, koleżanki Wiktorii z poprzedniej szkoły zamówiły w 30 dni po pogrzebie mszę, za co chciałabym im serdecznie podziękować. To naprawdę wspaniałe, że pamiętały o niej, choć szkoda, że w kościele była tylko rodzina i one. Mieszkańcy Krapkowic przestali żyć już tragedią mojej córki. Nie było też mediów, które tak ochoczo wtargnęły na różaniec na cmentarzu i interesowały się sprawą, gdy było o niej głośno.

Ma Pani złe doświadczenia z mediami?

Nie z wszystkimi. Ale większość mediów łasiła się tylko na sensację, a ich podejście pozostawia wiele do życzenia. Jedna pani dziennikarka wchodząc do domu zaczęła nas od razu ustawiać, a mężowi, który był akurat w trakcie remontu, kazała iść się wykąpać, a dopiero potem zasiąść do wywiadu. Byłam zszokowana. Ciągle w kółko pytała o łańcuszek Wiktorii, a przecież nie po to się spotkaliśmy. Albo inny pan dziennikarz nagrywał cały wywiad na dyktafon, a potem okropnie pozmieniał nasze wypowiedzi, przeinaczył fakty (np. to, że wracałam z Berlina, a nie z Holandii) lub rozwijał szczegóły (np. fakt, że Wiktoria przefarbowała włosy).

Ale ja też jestem przedstawicielem mediów.

Tak, jednak tylko pan tak naprawdę słuchał nas co mamy do powiedzenia, a pana artykuł był konkretny i obiektywny, zupełnie nie nastawiony na sensację.

Takie moim zdaniem jest zadanie mediów – przekazywać informacje.

Dlatego właśnie za pana pośrednictwem chcielibyśmy podziękować tym wszystkim, którzy okazali nam serce. W internecie jakaś pani Klaudia Lwg stworzyła poruszający film ze zdjęciami Wiktorii i cudowną muzyką. Naprawdę się wzruszyłam. Tak naprawdę dopiero po tragedii okazało się kto jest prawdziwym przyjacielem, a kto nie. Jak było o sprawie głośno to ludzi wokół nas było pełno. A teraz została nieliczna garstka, tych prawdziwych. Dziękujemy także tym osobom, które postawiły obok przepompowni krzyż i zapalają przy nim znicze. To znak, że jednak są osoby, które po prostu chcą uczcić pamięć mojej córki. Podobnie w Biskupcu, gdzie przy grobie ciągle pojawiają się kolejne świeczki. To naprawdę jest dla mnie ważne i za to chciałabym serdecznie podziękować.
GP